Bez KPI i raportów e-commerce zaczyna działać „na wyczucie": reklamy są włączane i wyłączane bez progów, asortyment rośnie bez kontroli rentowności, a operacje nie mają miar jakości. Najczęściej nie potrzebujesz wielkiej analityki — tylko minimalnego systemu, który daje kontrolę.
Gdy dane są rozproszone, każdy dział patrzy na inne liczby, a decyzje są „szybkie", ale nie da się ich obronić. Kontrola w e-commerce zaczyna się od definicji prostych KPI.
Odpowiedz „TAK/NIE". Jeśli masz 2+ razy „NIE", zacznij od KPI i jednego raportu tygodniowego.
(bez progów KPI to tylko liczby bez decyzji)
(jeśli raport jest ręczny, zawsze będzie za rzadko)
(inaczej optymalizujesz wskaźniki, nie wynik)
(jeden widok = jedna rozmowa w zespole)
⚠️ Jeśli masz 2+ razy „NIE" — zacznij od KPI i jednego raportu tygodniowego
Każdy moduł to konkretna checklista i typowe błędy do uniknięcia.
KPI są po to, żeby podejmować decyzje. Jeśli nie masz KPI, to „zarządzasz wrażeniami". Minimum to kilka wskaźników, które łączą sprzedaż z marżą, kosztem reklamy i jakością operacji.
Raport nie ma być „idealny". Ma być cykliczny i porównywalny. Jeśli raport wymaga ręcznej pracy, to zawsze będzie spóźniony, a zespół będzie działał reaktywnie.
Decyzje „na czuja" zwykle wyglądają tak: zmiana budżetu, ceny lub kampanii, bo „coś spadło". Problem w tym, że bez progów i kontekstu sezonowości podejmujesz decyzje losowe.
Rozproszone dane sprawiają, że nie da się policzyć rentowności ani szybko znaleźć przyczyny spadków. Celem nie jest „hurtownia danych", tylko jeden spójny widok.
Minimum kontroli to: KPI + jeden raport tygodniowy + progi decyzyjne. Potem budujesz automatyzację raportowania.